Kto nie lubi pospacerować?

Każdy kto ma psa na pewno spotkał się z pewną kulturą wspólnych spacerów. Konkretny park, konkretni ludzie, o konkretnej godzinie, spotykają się, żeby ich psy wspólnie mogły się pobawić (a właściciele poplotkować :P).
Całe życie mieszkałam na warszawskim Muranowie, tuż przy Centrum. Teraz jestem na końcu świata (serio, psy pupami szczekojo, a ptaki zawracajo), czyli na Bródnie (część Targówka). Przeprowadzając się tutaj nie miałam psa i byłam święcie przekonana, że ta dzielnica to geriatryk. W domu rodzinnym miałam 5min do skweru gdzie codziennie spotykali się psiarze. Psy się bawiły (zaraz obok Jana Pawła II, ulica, zło), ludzie gadali wszystko jak trzeba. Jednak każdy był w pewien sposób anonimowy, nikt nie wiedział za bardzo kto jak ma nawet na imię. Mówiąc o czymś było „Pani od Kajtka, Pan od Maxa”.

Mój pogląd na psie spotkania zmienił się wraz z wyprowadzką na Bródno. Właściwie to nie z wyprowadzką, a z przygarnięciem kudłatego potwora i trafieniem na spacerową grupę na FB. Któregoś pięknego, zimowego dnia, ktoś rzucił hasło „spacer pola pgr”, no to się zwlekliśmy i poszliśmy w te -15C na pola. Po drodze przyłączyliśmy się do właścicielki naszego obecnego, psiego kumpla i poszliśmy po obecną miłość Mira. W tym momencie zapaliła mi się lampka „jeżu jak to, to Ty wiesz gdzie mieszka koleżanka z parku?”. Tak, dokładnie tak… Na Bródnie ludzie nie są anonimowi! Każdy się wita, przedstawia, a co najbardziej zaskakujące – nikt nie przejmuje się (za)specjalnie szczekaniem. Na Muranowie szczekające psy były traktowane jako agresywne, niewychowane, potwory szukające zaczepki. Tutaj psy potrafią się ściąć, potrafi polać się krew i nikt do nikogo nie ma pretensji (oczywiście przesadnie wielkiej). 99% ludzi ma podejście, że psy lepiej się dogadają między sobą, niż jakby je odciągać. To się sprawdza i tak powinno być.

Obecnie jesteśmy stałymi bywalcami parku, gdzie każdy każdego zna z imienia, każdy zna psy, każdy reaguje jak coś z nieswoim psem się dzieje. Każdy „pilnuje” każdego, nikt nie jest zapatrzony tylko w swojego psa, jak to do tej pory spotykałam. Wszyscy akceptują i nie mają pretensji o to, że psy na siebie potrafią warknąć, że mają jakieś swoje odchyły. Ludzie biorą wodę dla psów, zabawki, załatwiają sobie wzajemnie różne rzeczy. Co więcej – młodsza część – spotyka się tak „o”, po prostu. Piwo, sklep, dalsze spacery z psami, imprezy, koncerty. Jest miło i sympatycznie, czego na Muranowie nigdy nie zaznałam.

Tak sobie będąc tu i teraz, jestem w stanie stwierdzić, że Bródno jest idealnym obrazem tego jak „psie towarzystwo i społeczność” wyglądać powinny. Oczywiście jest parę elementów, które X osób (w tym mnie) doprowadzają do szału – dokarmianie psów smaczkami, bez zgody właściciela; wprowadzanie nowych psów do grupy na smyczy; nie sprzątanie; przychodzenie z sukami z cieczką „bo ona się nie da”.
Oczywiście najczęstszym i najbardziej uciążliwym problemem jest karmienie. Niestety „dokarmiacze” nie reagują za bardzo na prośby o nie karmienie, a i jest to przyczyną konfliktów miedzy psami. No bo, jak miałoby nie być? W końcu jedzenie to zasób o który warto walczyć. Drugim problemem dokarmiania jest to, że psy zamiast się bawić to stoją przy karmicielu i czekają.
Bardzo irytujące też jest przychodzenie z sukami z cieczką, bo one też powodują konflikty wśród niekastrowanych psów. Absolutnie rozumiem, że cieczkowa sunia musi też się wybiegać, ale na litość boską nie tam gdzie wiadomo, że prowadzi to do konfliktów. Skoro wszyscy się znamy i wiemy, że kilka psów ma jajka no to uszanujmy spokój i zdrowie innych psów i nie bierzmy kuszącej suni w miejsce spotkań.

Dodaj komentarz